Siedziałam w domu przygotowując wypracowanie na angielski.Tata siedział w pracy a mama krzątała się w kuchni szykując obiad.Nagle na biurku mój telefon zaczął wibrować.Zeskoczyłam z parapetu i odebrałam:
-Hej,dzwoniłaś?-usłyszałam głos Harrego. W tle słychać było słychać głośną muzyke Coldplay.-Przepraszam nie słyszałem.
-Nie nic się nie stało.Znalazł byś trochę czasu?-zapytałam z nadzieją w głosie.
-Pewnie.O co chodzi?
-Nie mogę napisać tego eseju z angielskiego.Pomożesz mi?
-Pewnie.Będę za dwadzieścia minut.-powiedział i odłożył słuchawkę.
Co noc dziękowałam Bogu za takiego przyjaciela.Oczywiście nie tylko z Harrym łączyły mnie więzi przyjaźni.Z Louisem mogłam porozmawiać na każde tematy, Liam dawał świetne rady,Niall umiał mnie pocieszać jak nikt inny a Zayn dawał porady w sprawie ubioru.W szóstkę byliśmy najlepszymi przyjaciółmi na zawsze.Mogliśmy na siebie liczyć bez względu na wszystko.
Ogarnęłam w pokoju by Harry nie potknął się o żadne z moich rzeczy co często mu się zdarzało.Raz nawet skręcił sobie kostkę więc wole nie ryzykować.Napisałam SMS'a do swojej koleżanki ,która urządzała tego wieczoru imprezę w jednym ze swoich domów ,gdy rozległ się dźwięk dzwonka.Szybko zbiegłam po schodach i otworzyłam drzwi.
-Cześć młoda.-ściskał mnie Harry z bananem na twarzy.Na głowie miał czarną czapkę.Wiedziałam co to oznaczało.
-Z kim spałeś?.-zaśmiałam się i wpuściłam Loczka do środka.
-Z nikim!-oburzył się.-Jesteś jak Louis.
Weszliśmy do kuchni.
-O Harry!-ucieszyła się moja mama.- Jak miło cię widzieć.Co u Ann?
-Wszytko w porządku.Kazała panią pozdrowić.-odpowiedział ciepło.
Moja mama rozpromieniła się jeszcze bardziej.Bardzo lubiła zarówno Harrego jak i jego rodzinę.
-Zostaniesz u nas na obiad?-spytała.
-Nie chcę robić kłopotu.-odparł grzecznie.
-Jaki to tam kłopot.-machnęła ręką.-Będzie indyk.
-O to się skusze.-zaśmiał się i pociągnął mnie za rękę.
Wróciliśmy do mojego pokoju.Harry nie mógł powstrzymać się od komentarza.
-O cholera!Posprzątałaś ty!
-Zamknij się!-uderzyłam go lekko w pierś.
-Uważaj bo coś mi złamiesz!-oburzył się.-Kruszynko...-dorzucił.
-Przegiąłeś!-rzuciłam się na niego tak że wylądowaliśmy na łóżku.Najpierw to ja byłam pod nim a później on. Śmialiśmy się od ucha do ucha,zapominając o Bożym świecie.
-Ale przyznaj że z kimś spałeś.-powiedziałam gdy byłam nad nim czego za pewnie nie lubił.
-Tak.-przyznał.-Z Lou.
-Co?-zdziwiłam się.
-Przecież żartuje Mel.-zaczął się śmiać.-Szkoda że nie widziałaś swojej miny.
-Jesteś okropny Styles!-położyłam się obok niego i odwróciłam plecami.
-Oj przepraszam...-przytulił się do mnie.
-Grrr!
-Co?
-Na ciebie nie można się gniewać i to mnie denerwuje!-odwróciłam się do niego.Nasze twarze prawie się stykały.Zrobiło się trochę niezręcznie.-To co piszemy ten esej?-przerwałam to.
*Wieczorem*
Dochodziła już szósta."Czas się szykować" powiedziałam sobie. Harry razem z Niallem i Louisem mieli przyjechać po mnie o siódmej.Poszłam się wykąpać i w ręczniku podeszłam do szafy.Przekopałam całą szafę.Wybrałam z niej to <KLIK>.Nie lubiłam się stroić. Zrobiłam makijaż <KLIK>. Wpakowałam do torebki najważniejsze rzeczy i byłam gotowa.Dostałam SMS'a od koleżanki z dokładnym adresem imprezy i zeszłam do kuchni gdzie mama sprzątała.
-Jak wyglądam?-spytałam robiąc obrót wokół własnej osi.
-Ślicznie.Harry będzie miał czym pocieszyć swoje oczy,ale...-podeszła do mnie.-Nie da się tej koszuli bardziej rozpiąć?-zaczęła majstrować przy guziku mojej koszuli.
-MAMO!-oburzyłam się.-Harry to tylko mój przyjaciel.
-Jasne,jasne.
Chwilę później ktoś zapukał do drzwi.Poszłam otworzyć.
-Wow.-skomentował Hazz.-Idziemy?
-Tak.-odpowiedziałam.
-Mel masz prezerwatywy jak by coś?!-krzyknęła mama z kuchni.
-MAMO!-zawstydziłam się a Harry tłumił w sobie śmiech.
-No co ja tylko uprzedzam.-odparła a ja zamknęłam drzwi.
Kiedy mijaliśmy furtkę Loczek zapytał:
-Ale masz te gumki czy nie?
-Pieprz się z Louisem Styles!-warknęłam wsiadając na tylne siedzenie samochodu.Przywitałam się z Niallem i Lou.Podałam adres Harremu i w spokoju pojechaliśmy.W aucie pachniało przepięknymi perfumami Hazzy które wprost kochałam.
Mijaliśmy jedną ulicę,później drugą i kolejną aż trawiliśmy do dziwnej dzielnicy. Latarnie ledwo oświecały ulicę.
-Dom 666...-mruczał pod nosem brunet.
Zatrzymaliśmy się. Dom przyprawiał o ciarki. Wyglądał jak z filmów.
-To na pewno tu?-spytał przerażony Niall.
-Tak.Adres się zgadza.-odpowiedziałam wysiadając z auta.
-Rodzice Angeliny mieli kaprys żeby kupić taki dom...-stwierdził Louis.-To co idziemy?-pośpieszył nas...
KONIEC ROZDZIAŁU PIERWSZEGO...
W drugim dowiemy się jaką niespodziankę zastaną w środku nasi bohaterowie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz